krs coop facebook
Serwis Informacyjny Społem

aaa
Uroczysta Gala 150-lecia Spółdzielczości Spożywców „Społem" w Polsce
12 września br. na Zamku Królewskim w Warszawie, odbyła się uroczysta gala jubileuszowa, z udziałem ponad 300 przedstawicieli spółdzielni „Społem" ...
aaa
Jubileusz 100-lecia „Społem" Powszechnej Spółdzielni Spożywców w Bochni
aaa
Otwarcie nowego – największego sklepu PSS „Społem" w Kielcach
1200 metrów kwadratowych powierzchni i 26-osobowa załoga sprzedawców, a także największe stoisko mięsno-wędliniarskie wraz z serwisem serów...
aaa
Ósmy bar przy sklepie PSS Społem w Białymstoku juz otwarty.
Lokal znajduje się na części powierzchni obiektu "Pogodny" przy ul. Pogodnej 6 w Białymstoku.
aaa
Kieleckie „Społem" świętowało 100 lat działalności.
Podczas uroczystego walnego zgromadzenia członków w restauracji Winnica w Kielcach, nagrodzono kielecką spółdzielnię oraz jej wieloletnich pracowników.
Copyright by KZRSS "Społem"

Wywiad Prezesa "Społem" PSS "Robotnik w Zamościu dla "Tęczy Polskiej"

Kategoria: SERWIS INFORMACYJNY SPOŁEM NR III/2013 Opublikowano: czwartek, 01, sierpień 2013

"Stanisław Wojciechowski podpisał nasz statut". Pod takim tytułem Magazyn Krajowej Rady Spółdzielczej "Tęcza Polska" nr 7 z lipca br. opublikował interesujący wywiad z Marią Wawrzaszek-Gruszką – prezesem Zarządu "Społem" Powszechnej Spółdzielni Spożywców "Robotnik" w Zamościu, laureatką tegorocznej nagrody "Menedżer-Spółdzielca". Wywiad przeprowadził redaktor Józef Sobiecki.

Oto treść tego wywiadu.

– Już tylko sześć lat brakuje nam do jubileuszu 100-lecia. Tradycje spółdzielczości spożywców w Zamościu to dorobek poprzednich pokoleń mieszkańców tego pięknego i bogatego w zabytki miasta, zwanego Perłą Renesansu i Padwą Północy, którzy związali swoje życie z naszą spółdzielnią. Staramy się wzbogacać ten dorobek. Jesteśmy dumni z naszych tradycji i rodowodu.

Czy z tym rodowodem związana jest nazwa spółdzielni, w której znajduje się słowo "Robotnik"?

– W roku 1918 mieszczanie i inteligencja utworzyli Stowarzyszenie Spożywców, które jednak nie przyjmowało robotników. Dlatego w roku 1919 powstała spółdzielnia która przyjęła nazwę Zamojskie Stowarzyszenie Spożywców "Robotnik", bo naszą spółdzielnię założyli robotnicy. W ten sposób postanowili wspólnie bronić się przed biedą i lichwą. Jesteśmy dumni z tego rodowodu i z tego, że nasz statut w roku 1920 podpisał własnoręcznie największy spółdzielca w dziejach Polski, ówczesny minister spraw wewnętrznych – Stanisław Wojciechowski, późniejszy Prezydent RP. Nazwa naszej spółdzielni nawiązywała również do popularnego "Robotnika" wydawanego przez Polską Partię Socjalistyczną. Jednym z redaktorów "Robotnika" w latach zaborów, obok Stanisława Wojciechowskiego, był Józef Piłsudski. Tak więc nazwa naszej spółdzielni nawiązywała do niepodległościowych i postępowych tradycji, które wzbogaciliśmy o wartości spółdzielcze. Tym tradycjom i tym wartościom jesteśmy wierni do dzisiaj.

Jakie były początki spółdzielni w wolnej Polsce?

– Początki były bardzo trudne ze względu na powojenne zniszczenia i powszechne ubóstwo. Pierwszy sklep otwarto w prywatnym domu jednego z założycieli. W tym czasie "Robotnik" pomyślał o chlebie dla mieszkańców Zamościa i już roku 1924 pierwsze bochenki z pierwszej spółdzielczej piekarni trafiły na ich stoły. W tym miejscu dzisiaj jest nowoczesna piekarnia. W okresie międzywojennym spółdzielnia rozwijała się dzięki mieszkańcom, którzy chętnie wstępowali do niej. To świadczy, że była ona potrzebna ludziom.

Jakie miejsce zajmował "Robotnik" w powojennych latach?

– Dzieje naszej spółdzielni splatają się, z burzami dziejowymi, jakie nawiedzały nasz kraj. Po wojnie trzeba było odbudowywać spółdzielnię. Były to lata ograniczania spółdzielczej samodzielności i samorządności. W ówczesnym systemie przypadła nam rola monopolisty w handlu spożywczym. Dominowaliśmy również w gastronomii. Prowadziliśmy restauracje, liczne bary i kioski gastronomiczne oraz stołówki pracownicze. Wiele z tych placówek mieściło się w lokalach, które nie były własnością spółdzielni. Po 1989 roku w pierwszej kolejności spółdzielnia musiała zrezygnować z tych pomieszczeń. To samo dotyczyło sklepów, z których wiele mieściło się w budynkach będących własnością miasta bądź spółdzielni mieszkaniowych.

Co robiliście, aby utrzymać się na rynku w warunkach coraz bardziej bezwzględnej konkurencji?

– Nie czekaliśmy z założonymi rękami. Przeprowadziliśmy transformację wewnętrzną, które polegała nie tylko na remontach, ale i na zasadniczej modernizacji sklepów oraz wymianie ich wyposażenia. Postawiliśmy na modernizację i inwestycje. Wszystko z myślą o tym, aby nie dać się konkurencji sieci zagranicznych, które w tempie ekspresowym zaczęły wchodzić na nasz rynek.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że klienci mają coraz większy wybór i możliwość porównania. Nie mogliśmy i nie chcieliśmy wypaść gorzej od konkurencji. Ludzie szybko przekonali się do nas do naszej spółdzielczej solidności.

Uczyliście się również do innych...

– Przystąpiliśmy do współpracy ze spółdzielczością szwedzką. Był to program realizowany przez Krajowy Związek Rewizyjny "Społem". Poszliśmy w kierunku "Luxów". W roku 1997 otworzyliśmy pierwszy sklep "Lux" w Zamościu. Obecnie mamy tylko sklepy "Lux" i "Mini-Lux", które wyróżniają się jednolitym wystrojem i kolorystyką. Obok nas tylko PSS "Społem" w Bełchatowie ma taką zunifikowaną sieć. Takich sklepów mamy 22 i dodam, że tylko jeden sklep, który mieści się na Starówce, jest wydzierżawiany od Urzędu Miasta, pozostałe lokale sklepów są własnością Spółdzielni.

Czy otwarcie sklepów w Tomaszowie Lubelskim jest przejawem nowej strategii spółdzielni?

– W Zamościu jest coraz ciaśniej. Dlatego zaczęliśmy szukać nowych lokalizacji w pobliskich miastach powiatowych, a nawet gminach. Wybór padł na Tomaszów Lubelski. To 35 kilometrów od Zamościa. Tam mamy w tej chwili dwa sklepy, w tym jeden zbudowany od podstaw na kupionej działce. Dodam, że ta decyzja wywołała kontrowersje nawet w gronie spółdzielców. Uważam, że bezwzględna konkurencja wymusza takie postępowanie. Jeśli niektóre spółdzielnie nie są w stanie wykorzystać możliwości na swoim terenie to inne powinny ich w tym wyręczyć, aby nie dopuścić konkurencji w postaci różnych biedronek, czy stokrotek... Wchodzimy wyłącznie tam, gdzie miejscowe spółdzielnie nie są zainteresowane otwieraniem nowych placówek. W dalszym ciągu zamierzamy wychodzić poza Zamość, w każdym przypadku jeśli będzie to ekonomicznie uzasadnione.

W publikacjach prasowych podkreśla się, że pani wybór w roku 2004 na stanowisko prezesa zarządu, był wydarzeniem przełomowym w życiu spółdzielni. Co jest źródłem takich opinii?

– Prezesem zarządu jestem od 9 lat, ale w spółdzielni pracuję od 1986 roku. Zaczynałam od pracy w dziale społeczno-samorządowym. Wtedy poznawałam nie tylko spółdzielnię, ale i ludzi, dla których była ona warsztatem pracy. Wtedy też uczyłam się spółdzielczej samorządności i demokracji, nauczyłam się rozmawiać z ludźmi, słuchać ich i rozumieć. Wtedy zrozumiałam, że źródłem wszelkich sukcesów spółdzielni są właśnie oni i ich praca. Zatrudniamy 360 pracowników, a do spółdzielni należy 535 osób. Po kilku latach pracy z samorządem zostałam wiceprezesem do spraw ekonomicznych. Było to w roku 1991, a już po trzech latach pełniłam funkcje wiceprezesa do spraw handlowych. To było w moim życiu zawodowym poważne doświadczenie, które dzisiaj przydaje się w mojej pracy na stanowisku prezesa zarządu. Szczególnie ważne były dla mnie lata 1994—2000 kiedy w trudnym okresie przekształceń własnościowych i dyskryminacji spółdzielczości, byłam wiceprezesem do spraw handlu. Wtedy wszyscy musieliśmy się uczyć pracować w warunkach gospodarki rynkowej i poszukiwać w niej miejsca dla handlu spółdzielczego. Jeździliśmy po kraju i podglądaliśmy konkurencję, a także pierwsze sklepy "Lux", które otwierano w Puławach, Siedlcach, Garwolinie... Prowadziliśmy również intensywne szkolenia kadry kierowniczej i pracowników.

Co szczególnie cenne jest w pani dorobku na stanowisku prezesa zarządu?

– Przede wszystkim polityka inwestycyjna. Zrozumiałam, że bez nakładów na modernizację starych i budowy nowych obiektów nie damy rady utrzymać się na rynku. Zmodernizowaliśmy wszystkie placówki handlowe. W kilku przypadkach modernizacja polegała na wyburzeniu starego i postawieniu nowego sklepu na tej samej działce. Wymagało to ogromnych wyrzeczeń finansowych i reżimu oszczędności. Na te cele wydawaliśmy rocznie średnio 5 milionów zł. Były to duże kwoty, ale się opłaciło, bo wszystkie sklepy są świetnie wyposażone w nowoczesne urządzenia. Zrobiliśmy już wiele, ale nie rezygnujemy ze śmiałych planów inwestycyjnych. W przyszłym roku rozpoczynamy poważną inwestycję w Zamościu. W miejsce starego sklepu powstanie nowy w zupełnie innym kształcie. Dla nas rozwój oznacza otwieranie nowych sklepów, nie tylko w Zamościu. Postawiliśmy na inwestycje. Nie ma innej drogi, jeśli chcemy się rozwijać.

Czym przyciągacie klientów do swoich sklepów?

– Mamy kartę klienta "Społem" od 1994 roku, a więc od początku jej istnienia. Jesteśmy jedną z nielicznych spółdzielni w Polsce, która ma tak ogromy (34 %) udział klientów dokonujących zakupów na tę kartę. Tym, którzy w ten sposób dokonują zakupów w naszych sklepach udzielamy rabatu w wysokości 3 %. Postawiliśmy na świeże produkty, których udział w sprzedaży przekracza 50%. Dotyczy to mięsa i wędlin, ryb, nabiału, owoców i warzyw oraz własnego pieczywa... Jest to handel trudny i kosztowny bo wymaga nowoczesnych urządzeń chłodniczych oraz poważnych wydatków na energię. Ale jest to handel który stwarza możliwość bezpośredniego kontaktu sprzedawcy z klientem. Te nakłady na rozwinięcie sprzedaży produktów świeżych opłacały się. Tym przebijamy zdecydowanie konkurencję. Ludzie znają drogę do naszych sklepów. Jest to ważne ponieważ nasz region, zajmuje jedno z ostatnich miejsce jeśli chodzi o średnią wysokość zarobków. Do naszych sklepów przychodzą ludzie z niezbyt zasobnymi portfelami. Coraz więcej ludzi młodych i bardziej aktywnych opuszcza nasze miasto, a wielu wybiera emigrację. Dlatego tak ważna jest troska o klienta.

Zaczynaliście od chleba z własnej piekarni. Czy w dalszym ciągu spółdzielcze pieczywo cieszy się powodzeniem?

– Ludzie chętnie kupują nasze pieczywo, bo jest smaczne. Obok produktów świeżych, jest ono magnesem, który przyciąga klientów do naszych sklepów. Nabywając nasz chleb, ludzie kupują przy okazji coś do chleba... i nie tylko. Mamy cztery piekarnie i jedną ciastkarnię. Pieczywo dostarczamy nie tylko do naszych sklepów. Ponad jedną trzecią produkcji piekarskiej dostarczamy poza naszą sieć i to nie tylko na terenie Zamościa, ale także do Tomaszowa Lubelskiego, Hrubieszowa...Nie muszę dodawać, że i w tej dziedzinie konkurencja jest ogromna, ale jak dotąd świetnie sobie radzimy. Ludzie cenią nasze pieczywo i są przyzwyczajeni do jego jakości i smaku.

Zdobywała pani doświadczenie przy warsztacie pracy, pełniąc różne funkcje w spółdzielni. A jaka jest pani wiedza wyniesiona ze szkół?

– Jestem ekonomistą, ukończyłam Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu, przy czym był to kierunek związany z przemysłem spożywczym. Ale powtarzam, liczy się przede wszystkim wieloletnie doświadczenie i praca w handlu spółdzielczym.

Spółdzielnia jest laureatem wielu nagród i wyróżnień. Pani została wyróżniona ostatnio tytułem "Menedżer-Spółdzielca" . Co te wyróżnienia znaczą dla pani i dla pracowników spółdzielni?

– Spółdzielnia otrzymała wiele nagród i wyróżnień. Od roku 2007 zdobywamy co roku "Gazele Biznesu" i kolejne "Gepardy Biznesu". Posiadamy złoty certyfikat "Solidna Firma", na który zasłużyliśmy sobie uczestnicząc od 5.lat w ogólnopolskim plebiscycie. Bierzemy udział w ogólnopolskim konkursie "Przedsiębiorstwo Fair Play" i w tym roku otrzymaliśmy złoty certyfikat. W 2008 r. otrzymałam tytuł "Prymusa", a w tym roku nagrodę "Menedżer – Spółdzielca", którą wręczono mi podczas uroczystego spotkania z okazji Międzynarodowego Dnia Spółdzielczości. Na 90-lecie naszej spółdzielni zdobyłam w województwie lubelskim tytuł "Kobiety Przedsiębiorczej 2009". Wszystkie te wyróżnienia to dla pracowników spółdzielni i dla mnie ogromny zaszczyt.

Jak pani reaguje na dyskryminację spółdzielczości i ponawiane próby jej wypierania z naszego życia?

– Z niepokojem słucham zarzutów i powtarzanych opinii, że jesteśmy reliktem komunizmu. Historia naszej spółdzielni zdecydowanie temu zaprzecza. Obecnie w spółdzielczości, tak jak w naszej Spółdzielni w Zamościu, pracuje wielu wspaniałych, mądrych, zdolnych ludzi, którzy swoją codzienną pracą udowadniają, że spółdzielczość jest Polsce potrzebna.

Dziękuję za rozmowę.

"Stanisław Wojciechowski podpisał nasz statut". Pod takim tytułem Magazyn Krajowej Rady Spółdzielczej "Tęcza Polska" nr 7 z lipca br. opublikował interesujący wywiad z Marią Wawrzaszek-Gruszką – prezesem Zarządu "Społem" Powszechnej Spółdzielni Spożywców "Robotnik" w Zamościu, laureatką tegorocznej nagrody "Menedżer-Spółdzielca". Wywiad przeprowadził redaktor Józef Sobiecki.

Oto treść tego wywiadu.

– Już tylko sześć lat brakuje nam do jubileuszu 100-lecia. Tradycje spółdzielczości spożywców w Zamościu to dorobek poprzednich pokoleń mieszkańców tego pięknego i bogatego w zabytki miasta, zwanego Perłą Renesansu i Padwą Północy, którzy związali swoje życie z naszą spółdzielnią. Staramy się wzbogacać ten dorobek. Jesteśmy dumni z naszych tradycji i rodowodu.

Czy z tym rodowodem związana jest nazwa spółdzielni, w której znajduje się słowo "Robotnik"?

– W roku 1918 mieszczanie i inteligencja utworzyli Stowarzyszenie Spożywców, które jednak nie przyjmowało robotników. Dlatego w roku 1919 powstała spółdzielnia która przyjęła nazwę Zamojskie Stowarzyszenie Spożywców "Robotnik", bo naszą spółdzielnię założyli robotnicy. W ten sposób postanowili wspólnie bronić się przed biedą i lichwą. Jesteśmy dumni z tego rodowodu i z tego, że nasz statut w roku 1920 podpisał własnoręcznie największy spółdzielca w dziejach Polski, ówczesny minister spraw wewnętrznych – Stanisław Wojciechowski, późniejszy Prezydent RP. Nazwa naszej spółdzielni nawiązywała również do popularnego "Robotnika" wydawanego przez Polską Partię Socjalistyczną. Jednym z redaktorów "Robotnika" w latach zaborów, obok Stanisława Wojciechowskiego, był Józef Piłsudski. Tak więc nazwa naszej spółdzielni nawiązywała do niepodległościowych i postępowych tradycji, które wzbogaciliśmy o wartości spółdzielcze. Tym tradycjom i tym wartościom jesteśmy wierni do dzisiaj.

Jakie były początki spółdzielni w wolnej Polsce?

– Początki były bardzo trudne ze względu na powojenne zniszczenia i powszechne ubóstwo. Pierwszy sklep otwarto w prywatnym domu jednego z założycieli. W tym czasie "Robotnik" pomyślał o chlebie dla mieszkańców Zamościa i już roku 1924 pierwsze bochenki z pierwszej spółdzielczej piekarni trafiły na ich stoły. W tym miejscu dzisiaj jest nowoczesna piekarnia. W okresie międzywojennym spółdzielnia rozwijała się dzięki mieszkańcom, którzy chętnie wstępowali do niej. To świadczy, że była ona potrzebna ludziom.

Jakie miejsce zajmował "Robotnik" w powojennych latach?

– Dzieje naszej spółdzielni splatają się, z burzami dziejowymi, jakie nawiedzały nasz kraj. Po wojnie trzeba było odbudowywać spółdzielnię. Były to lata ograniczania spółdzielczej samodzielności i samorządności. W ówczesnym systemie przypadła nam rola monopolisty w handlu spożywczym. Dominowaliśmy również w gastronomii. Prowadziliśmy restauracje, liczne bary i kioski gastronomiczne oraz stołówki pracownicze. Wiele z tych placówek mieściło się w lokalach, które nie były własnością spółdzielni. Po 1989 roku w pierwszej kolejności spółdzielnia musiała zrezygnować z tych pomieszczeń. To samo dotyczyło sklepów, z których wiele mieściło się w budynkach będących własnością miasta bądź spółdzielni mieszkaniowych.

Co robiliście, aby utrzymać się na rynku w warunkach coraz bardziej bezwzględnej konkurencji?

– Nie czekaliśmy z założonymi rękami. Przeprowadziliśmy transformację wewnętrzną, które polegała nie tylko na remontach, ale i na zasadniczej modernizacji sklepów oraz wymianie ich wyposażenia. Postawiliśmy na modernizację i inwestycje. Wszystko z myślą o tym, aby nie dać się konkurencji sieci zagranicznych, które w tempie ekspresowym zaczęły wchodzić na nasz rynek.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że klienci mają coraz większy wybór i możliwość porównania. Nie mogliśmy i nie chcieliśmy wypaść gorzej od konkurencji. Ludzie szybko przekonali się do nas do naszej spółdzielczej solidności.

Uczyliście się również do innych...

– Przystąpiliśmy do współpracy ze spółdzielczością szwedzką. Był to program realizowany przez Krajowy Związek Rewizyjny "Społem". Poszliśmy w kierunku "Luxów". W roku 1997 otworzyliśmy pierwszy sklep "Lux" w Zamościu. Obecnie mamy tylko sklepy "Lux" i "Mini-Lux", które wyróżniają się jednolitym wystrojem i kolorystyką. Obok nas tylko PSS "Społem" w Bełchatowie ma taką zunifikowaną sieć. Takich sklepów mamy 22 i dodam, że tylko jeden sklep, który mieści się na Starówce, jest wydzierżawiany od Urzędu Miasta, pozostałe lokale sklepów są własnością Spółdzielni.

Czy otwarcie sklepów w Tomaszowie Lubelskim jest przejawem nowej strategii spółdzielni?

– W Zamościu jest coraz ciaśniej. Dlatego zaczęliśmy szukać nowych lokalizacji w pobliskich miastach powiatowych, a nawet gminach. Wybór padł na Tomaszów Lubelski. To 35 kilometrów od Zamościa. Tam mamy w tej chwili dwa sklepy, w tym jeden zbudowany od podstaw na kupionej działce. Dodam, że ta decyzja wywołała kontrowersje nawet w gronie spółdzielców. Uważam, że bezwzględna konkurencja wymusza takie postępowanie. Jeśli niektóre spółdzielnie nie są w stanie wykorzystać możliwości na swoim terenie to inne powinny ich w tym wyręczyć, aby nie dopuścić konkurencji w postaci różnych biedronek, czy stokrotek... Wchodzimy wyłącznie tam, gdzie miejscowe spółdzielnie nie są zainteresowane otwieraniem nowych placówek. W dalszym ciągu zamierzamy wychodzić poza Zamość, w każdym przypadku jeśli będzie to ekonomicznie uzasadnione.

W publikacjach prasowych podkreśla się, że pani wybór w roku 2004 na stanowisko prezesa zarządu, był wydarzeniem przełomowym w życiu spółdzielni. Co jest źródłem takich opinii?

– Prezesem zarządu jestem od 9 lat, ale w spółdzielni pracuję od 1986 roku. Zaczynałam od pracy w dziale społeczno-samorządowym. Wtedy poznawałam nie tylko spółdzielnię, ale i ludzi, dla których była ona warsztatem pracy. Wtedy też uczyłam się spółdzielczej samorządności i demokracji, nauczyłam się rozmawiać z ludźmi, słuchać ich i rozumieć. Wtedy zrozumiałam, że źródłem wszelkich sukcesów spółdzielni są właśnie oni i ich praca. Zatrudniamy 360 pracowników, a do spółdzielni należy 535 osób. Po kilku latach pracy z samorządem zostałam wiceprezesem do spraw ekonomicznych. Było to w roku 1991, a już po trzech latach pełniłam funkcje wiceprezesa do spraw handlowych. To było w moim życiu zawodowym poważne doświadczenie, które dzisiaj przydaje się w mojej pracy na stanowisku prezesa zarządu. Szczególnie ważne były dla mnie lata 1994—2000 kiedy w trudnym okresie przekształceń własnościowych i dyskryminacji spółdzielczości, byłam wiceprezesem do spraw handlu. Wtedy wszyscy musieliśmy się uczyć pracować w warunkach gospodarki rynkowej i poszukiwać w niej miejsca dla handlu spółdzielczego. Jeździliśmy po kraju i podglądaliśmy konkurencję, a także pierwsze sklepy "Lux", które otwierano w Puławach, Siedlcach, Garwolinie... Prowadziliśmy również intensywne szkolenia kadry kierowniczej i pracowników.

Co szczególnie cenne jest w pani dorobku na stanowisku prezesa zarządu?

– Przede wszystkim polityka inwestycyjna. Zrozumiałam, że bez nakładów na modernizację starych i budowy nowych obiektów nie damy rady utrzymać się na rynku. Zmodernizowaliśmy wszystkie placówki handlowe. W kilku przypadkach modernizacja polegała na wyburzeniu starego i postawieniu nowego sklepu na tej samej działce. Wymagało to ogromnych wyrzeczeń finansowych i reżimu oszczędności. Na te cele wydawaliśmy rocznie średnio 5 milionów zł. Były to duże kwoty, ale się opłaciło, bo wszystkie sklepy są świetnie wyposażone w nowoczesne urządzenia. Zrobiliśmy już wiele, ale nie rezygnujemy ze śmiałych planów inwestycyjnych. W przyszłym roku rozpoczynamy poważną inwestycję w Zamościu. W miejsce starego sklepu powstanie nowy w zupełnie innym kształcie. Dla nas rozwój oznacza otwieranie nowych sklepów, nie tylko w Zamościu. Postawiliśmy na inwestycje. Nie ma innej drogi, jeśli chcemy się rozwijać.

Czym przyciągacie klientów do swoich sklepów?

– Mamy kartę klienta "Społem" od 1994 roku, a więc od początku jej istnienia. Jesteśmy jedną z nielicznych spółdzielni w Polsce, która ma tak ogromy (34 %) udział klientów dokonujących zakupów na tę kartę. Tym, którzy w ten sposób dokonują zakupów w naszych sklepach udzielamy rabatu w wysokości 3 %. Postawiliśmy na świeże produkty, których udział w sprzedaży przekracza 50%. Dotyczy to mięsa i wędlin, ryb, nabiału, owoców i warzyw oraz własnego pieczywa... Jest to handel trudny i kosztowny bo wymaga nowoczesnych urządzeń chłodniczych oraz poważnych wydatków na energię. Ale jest to handel który stwarza możliwość bezpośredniego kontaktu sprzedawcy z klientem. Te nakłady na rozwinięcie sprzedaży produktów świeżych opłacały się. Tym przebijamy zdecydowanie konkurencję. Ludzie znają drogę do naszych sklepów. Jest to ważne ponieważ nasz region, zajmuje jedno z ostatnich miejsce jeśli chodzi o średnią wysokość zarobków. Do naszych sklepów przychodzą ludzie z niezbyt zasobnymi portfelami. Coraz więcej ludzi młodych i bardziej aktywnych opuszcza nasze miasto, a wielu wybiera emigrację. Dlatego tak ważna jest troska o klienta.

Zaczynaliście od chleba z własnej piekarni. Czy w dalszym ciągu spółdzielcze pieczywo cieszy się powodzeniem?

– Ludzie chętnie kupują nasze pieczywo, bo jest smaczne. Obok produktów świeżych, jest ono magnesem, który przyciąga klientów do naszych sklepów. Nabywając nasz chleb, ludzie kupują przy okazji coś do chleba... i nie tylko. Mamy cztery piekarnie i jedną ciastkarnię. Pieczywo dostarczamy nie tylko do naszych sklepów. Ponad jedną trzecią produkcji piekarskiej dostarczamy poza naszą sieć i to nie tylko na terenie Zamościa, ale także do Tomaszowa Lubelskiego, Hrubieszowa...Nie muszę dodawać, że i w tej dziedzinie konkurencja jest ogromna, ale jak dotąd świetnie sobie radzimy. Ludzie cenią nasze pieczywo i są przyzwyczajeni do jego jakości i smaku.

Zdobywała pani doświadczenie przy warsztacie pracy, pełniąc różne funkcje w spółdzielni. A jaka jest pani wiedza wyniesiona ze szkół?

– Jestem ekonomistą, ukończyłam Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu, przy czym był to kierunek związany z przemysłem spożywczym. Ale powtarzam, liczy się przede wszystkim wieloletnie doświadczenie i praca w handlu spółdzielczym.

Spółdzielnia jest laureatem wielu nagród i wyróżnień. Pani została wyróżniona ostatnio tytułem "Menedżer-Spółdzielca" . Co te wyróżnienia znaczą dla pani i dla pracowników spółdzielni?

– Spółdzielnia otrzymała wiele nagród i wyróżnień. Od roku 2007 zdobywamy co roku "Gazele Biznesu" i kolejne "Gepardy Biznesu". Posiadamy złoty certyfikat "Solidna Firma", na który zasłużyliśmy sobie uczestnicząc od 5.lat w ogólnopolskim plebiscycie. Bierzemy udział w ogólnopolskim konkursie "Przedsiębiorstwo Fair Play" i w tym roku otrzymaliśmy złoty certyfikat. W 2008 r. otrzymałam tytuł "Prymusa", a w tym roku nagrodę "Menedżer – Spółdzielca", którą wręczono mi podczas uroczystego spotkania z okazji Międzynarodowego Dnia Spółdzielczości. Na 90-lecie naszej spółdzielni zdobyłam w województwie lubelskim tytuł "Kobiety Przedsiębiorczej 2009". Wszystkie te wyróżnienia to dla pracowników spółdzielni i dla mnie ogromny zaszczyt.

Jak pani reaguje na dyskryminację spółdzielczości i ponawiane próby jej wypierania z naszego życia?

– Z niepokojem słucham zarzutów i powtarzanych opinii, że jesteśmy reliktem komunizmu. Historia naszej spółdzielni zdecydowanie temu zaprzecza. Obecnie w spółdzielczości, tak jak w naszej Spółdzielni w Zamościu, pracuje wielu wspaniałych, mądrych, zdolnych ludzi, którzy swoją codzienną pracą udowadniają, że spółdzielczość jest Polsce potrzebna.

Dziękuję za rozmowę.